Spór o sytuację religijną judaizmu. Błędy i przekłamania
Argumenty są dwojakiego rodzaju: 1) teksty Pisma św., zwłaszcza Nowego Testamentu, 2) nauczanie Magisterium, czyli dokumenty kościelne oraz wypowiedzi papieży. W tym drugim przypadku mamy na myśli okres od Soboru Watykańskiego II.
1. Teksty Pisma św. Jest to słowo Boże i objawiona przez Boga prawda zbawcza. Mam tu na myśli zobiektywizowane przesłanie Biblii, szczególnie Nowego Testamentu, czyli takie, które istnieje poza subiektywnym doświadczeniem jednostki. Mówiąc prościej, chodzi o lekturę Kościoła jako wspólnoty wierzących, która odczytuje na kartach Biblii głos Boga. Błędna lektura i interpretacja Pisma św. jest możliwa wtedy, kiedy nie jest to zobiektywizowana prawda, ale subiektywna lektura jednostki czy jednostek.
Po pierwsze, przesłanie Pisma św. cieszy się w chrześcijaństwie najwyższą rangą z racji bycia głosem Boga przemawiającym poprzez autorów natchnionych, którzy wiernie i nieomylnie przekazali objawiane im Boże prawdy. Jest to racja teologiczna, czyli ściśle powiązana z Bogiem. Z tego powodu stwierdzenia pojawiające się w dokumentach kościelnych czy wypowiedziach papieży nie mogą odbiegać, a już w ogóle stać w sprzeczności z prawdą objawioną przez Boga. Mogą jedynie wyjaśniać tę prawdę.
Po drugie, teksty Pisma św. w swej ocenie sytuacji religijnej judaizmu, który nie przyjął Chrystusa, mają nie tylko wartość teologiczną, ale również historyczną. Wartość historyczna jest tu niezależna od czyjeś wiary czy niewiary w ich natchniony charakter. Wartość historyczna tekstów Pisma św. na temat niewiary Izraela w Chrystusa polega na tym, że są to najstarsze świadectwa oceniające zaistniałą sytuację. Pisma te powstały od dwudziestu do kilkudziesięciu lat po śmierci Jezusa, co znaczy, iż zawarta w nich ocena została dokonana przez tych, którzy byli naocznymi świadkami tamtych zdarzeń lub żyli w bezpośredniej czasowej bliskości z nimi. Upływ czasu do chwili sformułowania oceny na kartach Nowego Testamentu, tj. owe kilka dziesięcioleci, zapewnia chłodne i obiektywne spojrzenie na sprawę. Z tych powodów nie mamy innych równie starożytnych i wiarygodnych historycznie świadectw oceniających odrzucenie Chrystusa przez Żydów.
Po trzecie, wszystkie oceny judaizmu, który nie przyjął Chrystusa – obecne na kartach Nowego Testamentu – poza dziełem św. Łukasza są autorstwa żydowskiego. Wszyscy autorzy pism Nowego Testamentu poza św. Łukaszem są Żydami, którzy uwierzyli w Chrystusa (ewangeliści Mateusz, Marek, Jan, apostołowie Paweł, Piotr, Jakub itd.). Jest to ocena niewiary ówczesnego Izraela w Chrystusa dokonana przez Żydów, którzy w Niego uwierzyli. Mamy zatem do czynienia z oceną Żydów dokonaną przez Żydów. Trudno o bardziej wiarygodną ocenę, której nie można zarzucić antysemityzmu ani nawet uprzedzeń etnicznych czy religijnych. Jej wartość polega też na tym, że nikt lepiej nie znał pism Starego Testamentu i prorockich zapowiedzi dotyczących Mesjasza niż sami Żydzi. Żydzi, którzy uwierzyli w Chrystusa, byli w stanie najtrafniej ocenić niewiarę swoich ziomków, bo jako Żydzi oceniali ją w świetle starotestamentowego Bożego Objawienia, które dobrze znali i rozumieli. Jest to ocena fachowa dokonana w świetle prawdy objawionej. Należy jeszcze dodać, że ocena wszystkich autorów natchnionych Nowego Testamentu jest zgodnie krytyczna względem Żydów, którzy nie przyjęli Chrystusa.
Przedstawiłem trzy racje wskazujące na teologiczną i historyczną wartość i wiarygodność argumentów pochodzących z Pisma św. Tym argumentom chrześcijaństwo daje pierwszeństwo.
2.Wypowiedzi Magisterium Kościoła. Chodzi jedynie o nauczanie na temat niewiary Izraela w Chrystusa, który to Izrael staje się judaizmem (rabinicznym czy talmudycznym) – powstałe po Soborze Watykańskim II.
Po pierwsze, należy zacząć od kontekstu historycznego. Sobór Watykański II w deklaracji Nostra aetate (W naszych czasach) punkt 4 zrywa z pogardliwym tonem i podejściem do judaizmu, do czego często dochodziło w minionych wiekach. Jest to słuszne stanowisko, zgodne z duchem Ewangelii. W miejsce tego deklaracja proponuje koncyliacyjny ton i zbliżenie między chrześcijaństwem (katolicyzmem) a judaizmem. Owo zbliżenie ma mieć charakter międzyludzki. Sobór mówi o lepszym poznaniu się i wzajemnym szacunku. Nigdzie nie ma mowy o zbliżeniu doktrynalnym, bo istotę różnicy stanowi osoba Chrystusa. Każde ustępstwo w tym zakresie stanie się odejściem od sedna wiary chrześcijańskiej. Dlatego deklaracja soborowa Nostra aetate nie wycofuje się z żadnego teologicznego stanowiska w sprawie oceny sytuacji religijnej judaizmu, wypracowanego przed nią w tradycji Kościoła katolickiego. Deklaracja jest bardzo wyważona i poprawna w swojej ocenie, i powinna być nieprzekraczalnym modelem postrzegania i przedstawiania sytuacji religijnej judaizmu.
Po drugie, powstałe po Nostra aetate dokumenty kościelne oraz formułowane wypowiedzi papieży są dokonywane w duchu pojednawczym, czyli dominuje w nich ton koncyliacyjny, a w przypadku wystąpień papieży kierowanych do Żydów – duży stopień kurtuazji. Trudno się temu dziwić. Grzeczność nie zezwalała na powiedzenie zgromadzonym np. w synagodze Żydom prawdy o ich sytuacji religijnej. Ocena ich sytuacji religijnej w dokumentach kościelnych i wypowiedziach papieży po Soborze Watykańskim II jest zatem wyraźnie złagodzona. Przemilcza się to, co dzieli (czyni się jedynie delikatne aluzje), a podkreśla elementy łączące (np.: umiłowani bracia, wybranie Izraela czy doniosłość przymierza synajskiego). Znaczy to, że obraz sytuacji religijnej judaizmu w dokumentach kościelnych i wypowiedziach papieży jest niepełny, tj. pozbawiony nade wszystko elementu krytyki, jaką znajdujemy na kartach Nowego Testamentu. Owa ocena jest złagodzona w takim stopniu, że nie oddaje rzeczywistej sytuacji religijnej judaizmu! Fakt niepełnej oceny, czyli wybiórczej i jednostronnej, staje się bardzo ważny w ocenie wartości teologicznej stwierdzeń dokumentów kościelnych i wypowiedzi papieży wskazanego okresu, poruszających kwestię niewiary Izraela.
Po trzecie, ocena sytuacji religijnej judaizmu po nieprzyjęciu Chrystusa, obecna w dokumentach kościelnych i wypowiedziach papieży po Soborze Watykańskim II, z racji niepełnego obrazu jest teologicznie wadliwa. Czy jest też teologicznie błędna, postaramy się to wykazać w kolejnym punkcie.
W tym miejscu chodzi przede wszystkim o następujące tezy pojawiające się w dokumentach kościelnych i wypowiedziach papieży: 1) przymierze na Synaju nie zostało odwołane, czyli trwa nadal, 2) Żydzi są nadal ludem (narodem?) wybranym, czyli ludem Bożym, 3) nie tylko Kościół stanowi kontynuację Izraela Starego Testamentu, ale również judaizm, co znaczy, że od czasu Chrystusa istnieją dwie wspólnoty (Kościół i judaizm) w jednym planie Boga, w którym judaizm kroczy inną niż Kościół drogą do zbawienia, tj. bez uznania Chrystusa, 4) Żydzi są naszymi starszymi braćmi w wierze.
Wszystkie cztery tezy są wadliwe teologicznie, ponieważ nie opierają się na pełnej prawdzie o sytuacji religijnej judaizmu, o czym była mowa. Już sam ten fakt przesądza ich wadliwość i tym samym wartość. Wybiórczy obraz judaizmu (pozbawiony elementu rzetelnej krytyki) dokonywany w dokumentach kościelnych i wypowiedziach papieży kładzie się na nich cieniem i nie stanowi rzetelnej podstawy dla poznania prawdy. Z tej racji teologiczne oceny judaizmu pojawiające się w wypowiedziach Kościoła katolickiego ostatnich dziesięcioleci są skażone metodologicznym błędem i nie mają wartości teologicznej (jako prawda zbawcza ani naukowa), ale są osobistymi, stronniczymi poglądami konkretnych osób (nie wykluczając papieży).
Z faktu wadliwości podstawy teologicznej oceny sytuacji religijnej judaizmu każdy ma prawo nie tylko mieć wątpliwości co do powyższych czterech tez, ale zgodnie z własnym sumieniem może je podważać i całkowicie odrzucić. Tu nie ma znaczenia to, że jest to dokument komisji kościelnej czy że powiedział to papież. Teologiczna wadliwość podstawy owych tez nie tylko pozwala, ale każe je traktować jako niewiarygodne. Aby uzyskać całkowitą pewność, poddamy je jeszcze ocenie teologicznej, do czego przechodzimy.
3. Teologiczna weryfikacja prawdziwości głoszonych tez. Z racji wadliwej podstawy wymienionych powyżej tez, lansowanych w dialogu z judaizmem, należy jeszcze ustalić, czy są one teologicznie prawdziwe.
a. Zaczniemy od stwierdzenia, że przymierze na Synaju nie zostało odwołane i z tej racji pozostaje ono nadal w mocy. Przyjrzyjmy się prawdziwości tego stwierdzenia!
Autor Listu do Hebrajczyków pisze o przymierzu na Synaju tak: „Gdyby bowiem owo pierwsze [tj. przymierze na Synaju] było bez zarzutu, to nie szukano by miejsca na drugie [przymierze w Chrystusie]” (8, 7). Zostaje wyraźnie stwierdzona niedoskonałość przymierza synajskiego. Owa niedoskonałość polegała nade wszystko na braku mocy zbawczej. Z tej racji według apostoła Pawła stało się ono „posługiwaniem śmierci” (2 Kor 3, 7) i „posługiwaniem potępieniu” (w. 9) oraz zaprowadzało stan niewoli z powodu ludzkiej grzeszności (Ga 3, 23; 4, 24). Mówiło, jak należy postępować w życiu (przykazania), ale nie dawało siły do podążenia wskazaną drogą ani nie uwalniało skutecznie od zaciągniętych win. W ten sposób trwale pogrążyło ono człowieka w grzechu (Rz 5, 20a).
Z racji niedoskonałości przymierza na Synaju, tj. braku jego mocy zbawczej, konieczne stało się nowe przymierze. Z nastaniem nowego przymierza, zawartego w Chrystusie, funkcja przymierza synajskiego ustaje. Na ten fakt wskazuje cytowany powyżej tekst: „Gdyby bowiem owo pierwsze [przymierze] było bez zarzutu, to nie szukano by miejsca na drugie”. Skoro konieczne było nowe przymierze zawarte w Chrystusie, ponieważ wcześniejsze było nieskuteczne zbawczo, przymierze synajskie siłą rzeczy ustaje. I to stwierdza w dalszej części swego wywodu autor Listu do Hebrajczyków, kiedy pisze: „Ponieważ zaś mówi o nowym [przymierzu], pierwsze uznał za przestarzałe; a to, co się przedawnia i starzeje, zanika” (8, 13). Przymierze na Synaju przygotowywało na przyjście Chrystusa, dlatego w Chrystusie znalazło swe wypełnienie i jego rola ustała. Teraz Bóg przemawia bezpośrednio przez swego Syna, Chrystusa – nie przez Mojżesza, proroków, czyli przez ludzi. Pismo św. jednoznacznie konstatuje, że przymierze na Synaju ustało.
Utrzymujący, że przymierze na Synaju trwa nadal i pozostaje w mocy, uciekają się do sprytnego zabiegu, mówiąc, że nie zostało odwołane. Faktycznie w Piśmie św. nigdzie nie jest powiedziane, że przymierze synajskie zostało odwołane. Niezorientowany w temacie przyjmie to jako przekonujący argument. Trzeba tu wyjaśnić, że terminologia odwoływania przymierza jest obca językowi Biblii i nie znajdziemy jej na jej kartach: ani że jakieś przymierze zostało odwołane, ani że nie zostało odwołane. Biblia nie zna takiego języka. Stary Testament mówi o złamaniu przymierza, czyli o jego zerwaniu, unieważnieniu itp. Możemy podobnie wymyślić stwierdzenie, że przymierze na Synaju nie zostało wysadzone w powietrze. Biblia nigdzie tego nie stwierdza. Czy to, że nie zostało wysadzone w powietrze, jest argumentem za tym, że trwa ono nadal? Jest to podobny sofistyczny tok rozumowania.
Skoro Biblii obca jest terminologia odwołania przymierza, siłą rzeczy nie znajdziemy w niej stwierdzenia o przymierzu na Synaju, że zostało ono odwołane ani że nie zostało odwołane. Obowiązuje nowotestamentowe stwierdzenie, przykładowo, z Hbr 8, 13, że przymierze na Synaju ustało, wygasło. Na bazie prawdy objawionej konkludujemy, że z przyjściem Chrystusa przymierze na Synaju zakończyło swój żywot. Może żyć w świadomości Żydów jako zjawisko religijne, lecz bez mocy zbawczej w historii zbawienia.
Język nieodwołania przymierza na Synaju kryje w sobie manipulację, o czym pisałem we wcześniejszych artykułach. Poprzez stwierdzenie, że Bóg nie odwołał przymierza na Synaju (bo ono samo wygasło), prowadzi się adresata do wniosku, że skoro nie zostało odwołane, to trwa nadal. Taki wniosek narzuca się automatycznie, co nie jest prawdą. Wprawdzie nigdzie nie ma mowy o jego odwołaniu, bo nie jest to język Biblii, ale poprawnym wnioskiem nie jest, że nadal trwa, ale zgodnie z Nowym Testamentem, że ustało.
Stwierdzenie, że przymierze synajskie trwa nadal, jest w świetle prawdy objawionej błędne teologicznie i należy je odrzucić. Przyjęcie jego trwania pomniejsza zbawczą rolę Chrystusa. Argument o jego nieodwołaniu nie ma podstawy w Bożym Objawieniu, ale w ludzkim pomyśle dowiedzenia własnej tezy, co przy jej nieprawdziwości, potwierdzonej przez Nowy Testament, zdradza podejrzane intencje takiego postępowania.
b. Przyjrzyjmy się teraz tezie, że niewierzący w Chrystusa judaizm pozostaje stale ludem wybranym. Nie rozważamy kwestii ‘narodu wybranego’, bo takie pojęcie nie występuje w historii zbawienia, o czym pisałem we wcześniejszych artykułach.
Celem rozdziału dziewiątego Listu do Rzymian jest pokazanie, na czym polega Boży przywilej wybrania czy wybraństwa. W czasach Jezusa i apostoła Pawła panowało wśród Żydów przekonanie (które trwa nadal), że do istoty Bożego wybrania należy żydowskie pochodzenie, czyli że kto się urodził Żydem, uczestniczy w owym wybraniu, bo Bóg wybrał lud żydowski, a nie inny. Taki stan czyni Boga niesprawiedliwym: Żyd apostata uczestniczyłby w Bożym wybraństwie, bo urodził się Żydem, a bogobojny poganin byłby z niego wykluczony, bo nie urodził się Żydem. Konsekwencje etnicznego rozumienia wybraństwa są sprzeczne ze zbawczym zamysłem Boga.
Apostoł Paweł dostrzegał to zagrożenie i w Rz 9 jednoznacznie wyklucza znak równości między etnicznym pochodzeniem z Izraela a przywilejem wybrania. Fakt urodzenia się Żydem nie zapewnia z góry udziału w ludzie wybranym: „Nie wszyscy, którzy pochodzą z Izraela, są Izraelem” (9, 6b). Innymi słowy nie wszyscy, którzy urodzili się Żydami, są z tego faktu Bożym Izraelem, czyli wybranym ludem Bożym. Są nim ci, którzy odpowiedzieli na Boże wezwanie (obecna w Starym Testamencie koncepcja ‘wiernej Reszty’). I dalej: „[…] i nie wszyscy przez to, że są potomstwem Abrahama, stają się jego dziećmi” (w. 7); „nie synowie co do ciała są dziećmi Bożymi” (w. 8a). Apostoł wyraźnie stwierdza, że wybranie nie jest kategorią etniczną, ale zbawczą, co znaczy, że samo urodzenie się Żydem nie decyduje o Bożym wybraniu.
Błąd w rozumieniu przez Żydów wybrania w sensie etnicznym tkwi w tym, że Bóg wybrał właśnie Izrael. Skoro wybrał Izrael, to można dojść do wniosku, że wszyscy jego przedstawiciele zostali automatycznie wybrani. Otóż wymaga to doprecyzowania. Bóg nie wybrał Izraelitów z powodów etnicznych, czyli że byli tą, a nie inną grupą etniczną. Wybrał jedną spośród grup etnicznych, a wybrał ją w celu bycia przez nią w świecie zwiastunem Bożego zbawienia, w którym jako pierwsza mogła uczestniczyć. Cel wybrania był zbawczy, a nie etniczny. Mówiąc kolokwialnie, nie wybrał ich ze względu na piękne oczy, ale ze względu na zbawienie świata. Bóg mógł wybrać równie dobrze każdą inną grupę etniczną, bo etniczność nie decydowała o wyborze. Podstawę wyboru stanowiło – jak powiedziałem – zbawienie świata.
Fakt, że Bóg nie kierował się przesłanką etniczną, potwierdza to, że żyjący pośród Izraelitów cudzoziemcy jak Edomici, Moabici czy Egipcjanie, też uczestniczyli w przywileju wybrania, jeżeli tylko chcieli wejść w przymierze z Bogiem. Bóg nie różnicował etnicznie, ale dopuszczał do siebie każdego, kto wykazywał taką wolę (zob. np. Pwt 29, 10-11). Kto zaś jej nie wykazywał, choć był Izraelitą, nie stanowił ludu wybranego (zob. cytowane wcześniej Rz 9, 6b nn.).
Ostatecznym celem wybrania przez Boga konkretnej społeczności – w tym wypadku Izraela – było przygotowanie świata na przyjście Chrystusa. Stąd wybranie było od początku kategorią zbawczą, bo powiązaną z Chrystusem i otwartą na każdego. W takim razie nieprzyjęcie Chrystusa pozbawia udziału w Bożym wybraniu, bo celem wybrania był On sam, Zbawiciel świata. Przywilej przeszedł na chrześcijan, którzy w zgodzie z tradycją ojców Starego Testamentu przyjęli Chrystusa. Potwierdza to wypowiedź apostoła Piotra, który przytacza słowa Mojżesza z księgi Kapłańskiej i z księgi Powtórzonego Prawa zapowiadające przyszłego Proroka, którym jest Jezus: „A każdy, kto nie posłucha tego Proroka, zostanie usunięty z ludu [wybranego]” (Dz 3, 23). Nieprzyjęcie Chrystusa pozbawia Żydów przywileju wybraństwa.
W świetle Nowego Testamentu teza o byciu przez Żydów nadal ludem wybranym jest całkowicie błędna. Zaciera ona różnicę między obecnością Chrystusa w życiu człowieka a wcześniejszym okresem bez Chrystusa. Głoszenie mimo to, że Żydzi są nadal ludem wybranym, w świetle świadectw Nowego Testamentu ujawnia złe intencje, bo nikt nie jest aż tak nierozumny, aby nie móc zrozumieć tekstu Rz 9, 6b nn. czy Dz 3, 23. Głoszenie zaś, że Żydzi są narodem wybranym, ujawnia ponadto głęboką niewiedzę, bo nie istnieje takie określenie w historii zbawienia, jak nie istnieje pojęcie narodu Bożego. Tymczasem list Konferencji Episkopatu Polski z dnia 22 marca br. próbował wymusić na wiernych przyjęcie błędnej tezy, że Żydzi są narodem wybranym. Konstatował to z dużym naciskiem, nie dopuszczając innego myślenia. Oto przykład jak niewiedza plus wątpliwe intencje skutkowało razem poważnym błędem teologicznym oraz duszpasterskim. Powraca wciąż pytanie o rzeczywiste intencje takiego działania.
c. Czy judaizm, który nie przyjął Chrystusa, realizuje Boży plan zbawczy, czy raczej błądzi? Według naszych oponentów w ocenie sytuacji religijnej judaizmu od czasu Chrystusa nie tylko Kościół, ale i judaizm realizuje zbawczy plan Boga. Według nich judaizm nie znajduje się w opozycji do Boga, lecz kroczy inną niż Kościół drogą do zbawienia, tj. bez uznania Chrystusa. Czy faktycznie tak to wygląda?
Powyższe zagadnienie podejmuje najbardziej kontrowersyjny dotychczas dokument kościelny, tj. Komisji ds. Relacji Religijnych z Judaizmem z 2015 roku („’Dar i wezwanie Boże są nieodwołalne’ [Rz 11, 29]” tłum. z ang. oryg.). Komisja kwestionuje najpierw fakt, że tylko Kościół Chrystusowy stanowi kontynuację Izraela Starego Testamentu. Według niej judaizm stanowi podobnie kontynuację starotestamentowego Izraela, tj. trwa w tradycji ojców. W ten sposób Komisja przychyla się do protestanckiej tezy o istnieniu dodatkowego porządku zbawczego, w którym judaizm kroczy do Boga równolegle z Kościołem. Na marginesie powiem, że nie jest prawdą głośna protestancka teza, przejmowana przez niektóre kręgi katolickie, że Kościół zastąpił Izrael. Kościół nie zastąpił go, ale wyrósł z niego (por. Ga 6, 16), wyrósł z tradycji Starego Testamentu. Nie mamy tu żadnego zastąpienia, ale ciągłość zbawczego planu Boga, z którego judaizm sam się wykluczył (zob. szerzej: W. Rakocy, Sytuacja religijna judaizmu po nieprzyjęciu Chrystusa, punkt 1b, tekst ukazał się 13 kwietnia br.).
Komisja stwierdza, że pomimo nieprzyjęcia Chrystusa „Żydzi są uczestnikami Bożego zbawienia” dokonanego w Chrystusie (pkt 36), czyli zmierzają drogą do Boga, lecz bez Chrystusa, która to droga nie jest błądzeniem, ale domyślnym przyjęciem Chrystusa (pkt 17). Jednocześnie Komisja precyzuje, że nie ma dwóch dróg do zbawienia (np. pkt. 25 i 35), bo to podważa rolę Chrystusa jako jedynego Zbawiciela ludzkości. Nie umie jednak wyjaśnić, jak szczególny status Żydów względem Boga, bez uznania Chrystusa, może współistnieć z jedną drogą do zbawienia w Chrystusie. Innymi słowy Żydzi mają kroczyć do zbawienia drogą bez Chrystusa, ale droga do zbawienia jest tylko jedna i w Chrystusie! Ten zagmatwany i wykluczający się stan Komisja konkluduje stwierdzeniem, że pozostaje to „niezgłębioną tajemnicą Bożą” (pkt 36). Komisja przyznaje, że nie rozumie tego, co sama stwierdza (dowodzi) i w tej sytuacji powołuje się na Boga. Czyni ona z Boga „zapchaj dziurę”. Ostatecznie sprowadza się to do protestanckiego poglądu o istnieniu dwóch dróg do zbawienia, jednej dla chrześcijan, drugiej dla Żydów.
Komisja zapętliła się w swoim wywodzie. Chce pośród wszystkich niewierzących w Chrystusa wyróżnić Żydów, przypisać im lepszą pozycję względem Bożego zbawienia dokonanego w Chrystusie (z racji starotestamentowego Objawienia) niż innym niewierzącym w Chrystusa, ale zapomina, że względem zbawienia w Chrystusie wszyscy są równi, bo dla każdego jest ono nieosiągalne o własnych siłach. Każdy przyjmuje je tam samo w darze. Komisja naiwnie lub przewrotnie zakłada też domyślną wiarę Żydów w Chrystusa, co jest nieracjonalne, bo domaga się dopuszczania takiej wiary, czyli jej niewykluczania, o czym w ich przypadku trudno jest mówić.
Należy powiedzieć, że pogląd, iż judaizm ma własną drogę do zbawienia, skutkuje nieuchronnie dwoma równoległymi porządkami zbawczymi, co stoi w wyraźnej sprzeczności z nauczaniem Nowego Testamentu, że poza Chrystusem nie ma innej drogi do zbawienia. Stwierdza to sam Jezus: „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14, 6) oraz Dzieje Apostolskie: „I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (4, 12). Istnieje tylko jeden porządek zbawczy – ten w Chrystusie Odkupicielu.
Skoro istnieje tylko jeden porządek zbawczy, istnieje też tylko jeden lud Boży, lud wybrany. Stąd nazwa ‘Izrael’ przechodzi na Kościół, na wierzących w Chrystusa, co czyni apostoł Paweł, nazywając Kościół w Liście do Galatów „Bożym Izraelem” (6, 16). Kościół wyrasta z Izraela, jest nowym Izraelem, a nie zastępuje go.
Na szczęście dokument Komisji ds. Relacji Religijnych z Judaizmem jest dokumentem niskiej rangi. W przedmowie do niego czytamy: „Tekst nie jest dokumentem Magisterium ani nauczaniem doktrynalnym Kościoła katolickiego, ale refleksją przygotowaną przez Komisję […]”. Nie jest to nauczanie Kościoła, ale refleksje członków Komisji. Refleksje są luźnymi myślami i mogą być całkowicie błędne. I faktycznie tak jest, co potwierdzają świadectwa Nowego Testamentu. Ten fakt powinien uspokoić wiernych. Dokument można zignorować i traktować jako niebyły. Nie zasługuje on na poważne potraktowanie. Powstał w czasie pontyfikatu papieża Franciszka, kiedy próbowano wyważać drzwi w różnych obszarach nauczania Kościoła, czego nie czyniono nigdy wcześniej. Gdyby w skład Komisji wchodzili inni teolodzy, dokument miałby inną postać. Wskazuje to na przejściowość takich treści.
Komisja stała się autorem niebezpiecznej tezy, błędnej teologicznie i sprzecznej z prawdą objawioną, i na taki przekaz zdecydowała się Konferencja Episkopatu Polski w liście z dnia 22 marca br. List episkopatu przytacza najbardziej kontrowersyjną tezę dokumentu i podaje ją wiernym jako prawdziwą. List wymusza na wiernych przyjęcie błędnej teologicznie tezy (!), co wymyka się racjonalnej ocenie takiego działania. Przyjmijmy dla własnego spokoju, że było to wynikiem ignorancji, bo inaczej w przypadku rzeczywistego autora (nie episkopatu sygnującego list) należy podejrzewać programową dywersję w doktrynie Kościoła. Jeżeli była to tylko ignorancja, powinna dokonać się zmiana stanowiska. Ale rozsądek każe raczej podejrzewać złe intencje, bo nie ma dotychczas żadnego sprostowania.
d. Czy Żydzi są naszymi starszymi braćmi? Chodzi tu w domyśle o braterstwo w wierze. Braterstwo w wierze polega na trwaniu w tej samej tradycji, która wyczekiwała przyjścia Chrystusa i przyjęła Go. Tego nie możemy powiedzieć o judaizmie. Dlatego Jan Paweł II w wystąpieniu w rzymskiej synagodze w dniu 13 kwietnia 1986 r. zastrzegł się, że Żydzi są naszymi starszymi braćmi „w pewnym sensie”. Przez warunkowy charakter wypowiedzi papież uniknął znaczenia dosłownego; wyznaczył granicę i rozdział między judaizmem, który nie przyjął Chrystusa, a chrześcijaństwem. Są to dwa porządki religijne, które rozwijają się niezależnie od siebie i nie ma między nimi braterstwa wiary, bo występuje rozdźwięk w najistotniejszej kwestii, Mesjasza. Można mówić jedynie o pewnym dalszym pokrewieństwie. Określenia „nasi starsi bracia” bez zastrzeżenia „w pewnym sensie” używał papież Franciszek.
Niestety dokument Komisji ds. Relacji Religijnych z Judaizmem z 2015 roku („’Dar i wezwanie Boże są nieodwołalne’ [Rz 11, 29]”) używa określeń „nasi starsi bracia” i ponadto „ojcowie w wierze” (pkt 14) bez dookreślenia, czyli nie chodzi tylko o Żydów Starego Testamentu, ale Żydów każdego czasu. Jest to konsekwencją przyjęcia wyjściowego (błędnego) założenia, iż judaizm po Chrystusie podobnie jak Kościół jest kontynuacją tradycji Starego Testamentu (punkt 3c). Dokument odszedł od poprawnego użycia owych zwrotów.
O Żydach można mówić, że są naszymi ojcami w wierze czy starszymi braćmi, ale o Żydach Starego Testamentu (a dokładniej o tzw. ‘wiernej Reszcie’), którzy trwali w wierze patriarchów i proroków, lecz nie o judaizmie, który nie przyjął Chrystusa. Między chrześcijaństwem a judaizmem – jak zostało już powiedziane – występuje rozdźwięk w najistotniejszej kwestii, kwestii wiary w Chrystusa. Nie można zatem mówić o braterstwie w wierze, bo to prowadzi do błędnych teologicznie wniosków i kształtuje fałszywą postać wiary chrześcijańskiej.
Wnioski końcowe
Możemy sformułować ostateczne wnioski. Obraz judaizmu w dokumentach kościelnych i wypowiedziach papieży ostatnich dziesięcioleci jest niepełny, tj. pozbawiony rzetelnej krytyki jego sytuacji religijnej, przez co stanowi wadliwą podstawę do wyprowadzania wniosków teologicznych. Wnioski wyprowadzane z wadliwej podstawy pozostaną zawsze wątpliwe.
W celu uzyskania pewności przyjrzeliśmy się czterem głównym tezom na temat sytuacji religijnej judaizmu w świetle prawdy objawionej (Pismo św.). Nie tylko podstawy tych tez są wadliwe, ale one same są fałszywe teologicznie. Wykazaliśmy, że są nieprawdziwe w świetle Bożego Objawienia, czyli zobiektywizowanej prawdy zbawczej obecnej na kartach Nowego Testamentu. Wskazane tezy jako błędne nie mają wartości teologicznej i z tej racji są do zignorowania.
W takim razie możemy sformułować końcowy wniosek oraz wnioski praktyczne. Główne tezy dialogu z judaizmem, które przewijają się w dokumentach kościelnych i w wypowiedziach papieży stanowią wybiórczą, nieobiektywną ocenę judaizmu, a ponadto są nieprawdziwe w świetle Nowego Testamentu, czyli błędne teologicznie. Z obu powodów należy je odrzucić i wykluczyć z nauczania Kościoła. Wierni mają prawo do rzetelnej wiedzy teologicznej i nieposzlakowanej prawdy zbawczej, której jedynie taki kształt prowadzi bezpieczną drogą do Boga. Nie wolno w celu zbliżenia z judaizmem czynić ustępstw w doktrynie Kościoła.
Z racji niepełnej prawdy na temat sytuacji religijnej judaizmu, a co gorsza błędnej w świetle Bożego Objawienia, nie jest możliwy dialog doktrynalny z judaizmem. Ów dialog może być jedynie wzajemnym poznawaniem się i zacieśnianiem relacji. Jest dosyć oczywiste, że owe błędne tezy, stanowiące zbliżenie z judaizmem kosztem prawdy Ewangelii Chrystusowej, powstały w celu budowania dialogu doktrynalnego. Nie można jednak tego czynić na wybrakowanej prawdzie. Największym brakiem w dialogu z judaizmem jest wyciszanie osoby Chrystusa. Oto prosty przykład najwyższego autorytetu. W swoim przemówieniu w synagodze w Rzymie w roku 1986 Jan Paweł II ani razu nie użył tytułu „Chrystus”, a imienia „Jezus” użył wprawdzie dwukrotnie, ale tylko w sensie historycznej postaci. Oto przykład wyciszania osoby Chrystusa w dialogu z judaizmem. Bez uwzględnienia osoby Chrystusa nie będzie też rzetelnej krytyki sytuacji religijnej judaizmu. Należy zatem zaniechać wszelkich prób dialogu doktrynalnego, ponieważ działania te są pozbawione rzetelnej podstawy, a jednocześnie niebezpieczne dla wiary chrześcijańskiej przez programowe przemilczanie osoby Chrystusa.
Na błędnych tezach nie można budować dalszej argumentacji teologicznej, czyli wyciągać z nich kolejnych wniosków. Stwierdzenia o trwaniu nadal przymierza na Synaju, o byciu przez judaizm stale ludem wybranym, o kroczeniu przezeń drogą do Boga poza Chrystusem czy o byciu naszymi starszymi braćmi w wierze jako błędne teologicznie nie mogą stanowić podstawy dla dalszych wniosków, ponieważ rozumowanie oparte na błędnych założeniach będzie zawsze skutkowało kolejnymi błędnymi konkluzjami. Im bardziej będziemy podążali drogą błędu, tym bardziej będziemy oddalali się od prawdy i pogrążali w błędzie. Wszystkie cztery omówione tezy powinny zakończyć swój żywot.
Na koniec, środowiska związane z dialogiem z judaizmem potrafią być nieuczciwe w stosowanych argumentach, które zawierają przekłamania, manipulacje jak wtedy, kiedy tłumaczą tekst Rz 11, 29 wbrew myśli Pawła i istniejącym opracowaniom biblijnym. Bóg nie odrzucił, co prawda, niewierzącego Izraela, ale to nie znaczy, że kroczy on drogą zgodną z Bożą wolą. Apostoł Paweł w Rz 11 jednoznacznie wskazuje na upadek Izraela, czyli odejście od Boga, i na potrzebę uwierzenia w Chrystusa (np. w. 23). W parze z przeinaczaniem sensu tekstów biblijnych idzie nieuczciwa gra, jaką prowadzą. Otóż w polskim tłumaczeniu wspomnianego dokumentu Komisji ds. Relacji Religijnych z Judaizmem z 2015 roku („’Dar i wezwanie Boże są nieodwołalne’ [Rz 11, 29]”) znalazło się przekłamanie (pkt 20). Z wypowiedzi Jana Pawła II w synagodze rzymskiej zostało usunięte względem oryginału „w pewnym sensie”, kiedy papież mówił o Żydach „nasi starsi bracia”. Było to umyślne działanie, aby wymusić przyjęcie faktu, że Żydzi są naszymi starszymi braćmi w wierze. Wystawia to złe świadectwo środowisku prowadzącemu dialog z judaizmem w Polsce. Są gotowi stosować nieuczciwe „chwyty”, aby wymusić na wiernych określone myślenie na temat judaizmu.
Kończąc, napisałem powyższy tekst, aby w dyskusji na temat sytuacji religijnej judaizmu, trwającej od lutego, postawić kropkę nad ‘i’. Prezentowany punkt widzenia jest oczywiście chrześcijańskim punktem widzenia, a jeszcze ściślej – katolickim.